Millenialsi zdradzeni. Diesel grzebie swoje epickie dziedzictwo. Włoska marka modowa wyprodukowała film promocyjny na lato 2026, który rujnuje jej buntownicze, bezkompromisowe ideały.

I to w żenującym stylu. Narracją tak prostacką, tak ubogą, że żal zrobiło mi się amerykańskich Gen Z. Bo to do nich skierowana musi być ta opowieść. A millenialsi muszą zbierać szczęki z podłogi i wstawać, niech powstają!, z grobów. Wiem, co mówię, jestem wczesnym millenialsem, i jestem w szoku. Bo Diesel to marka buntowników, rebeliantów, ludzi idących swoją drogą, za własnymi wartościami. I którzy są aktywni, działają, biorą swoje życia, i gorące ciała innych, w swoje ręce. Diesel był dla ludzi, którzy mają wy-je-ba-ne. Coś z Tobą nie tak? Doskonale! Laska rozwalająca kolegów w snookera… z zezem jak lotniskowiec USS Abraham Lincoln? Cudownie. Jest sexy, bo robi z tymi kulami, co się jej podoba. Nosisz brwi, jak u Fridy Kahlo po mezoterapii peptydowej? Oczywiście, że znajdą ogrodnika, który zakocha się w ich gąszczu. Klata płaska jak deska? Wsadzisz w stanik pomarańcze, bo w tej klacie jest dzielne serce i charakter bestii. Stali na zębach więcej, niż na placu Złomrexu? To się przegryziesz przez każdą granicę. Zajęcza warga? Masz gust do samochodów i ruszysz każdy złom, choćby na pych. Albo brak oka? To jesteś dobrym filmowcem, bo sklejasz właśnie tą reklamę z taśm (Go With The Flaw - DIESEL FW17).

Młodzież Diesla bierze obelgi na denim, że się tak wyrażę, bo nie do siebie. Ciota? Dziwka? Spaślak? To są naszywki na ciuchach i tam ich miejsce, a nie w Twojej głowie. (Ha̶u̶te Couture - DIESEL FW18) A co się robi z murami? Prawidłowa odpowiedź - burzy się. A co się robi z ludźmi po drugiej stronie muru? Prawidłowa odpowiedź - wyprawia z nimi wesele. Dla tych, co chcą wziąć ślub, of kors (Make Love Not Walls - Diesel SS17). A to wszystko w estetyce surowej, graciarskiej, rdzawej, szorstkiej i piaszczystej.

Ale 10 lat później mamy nasz gorący, od samego początku, anno domini 2026 i Diesel wypuszcza film w AI, co samo w sobie nie jest grzechem. Mamy w nim estetykę realizmu naiwnego, czytajcie - absurdu i groteski wczesnych modeli AI, zaburzonej fizyki, nieautentycznej dynamiki ruchu i ogólnej plastikowości przedstawienia. Dobra, wybór estetyczny, można było inaczej. Ale w tej estetyce pojawiają się nowa młodzież Diesla. Ładniutka, czyściutka, zaolejkowana i uśmiechnięta. I tej lalkowej młodzieży wydarzają się klasyczne katastrofy amerykańskiej memosfery. To znaczy nie im się wydarzają, tylko komuś innemu dziś „gów-no uderzyło w wentylator”, „the shit hit the fan”, jak to się mówi za oceanem. Nowa młodzież Dieslowska stoi jak kołki i się uśmiecha. Bo taki jest temat reklamy - „ze śmiechem przyjmuj te drobne katastrofy, które przynosi Ci życie.”, w telegraficznym skrócie. Pierwszy klasyk, cysterna wbiła się w za niski most! To amerykanie lubią, patrzcie TikTok. Mleko leje się po ulicy. A nasza młodzież? Klap, klap sandałkiem po kałuży mleka plaska. O jakie to białe, zabawne! Biała woda!s

Jeszcze jest niepozornie, czekajcie dalej. Sklep spożywczy, regał z puszkami się wywalił, jebut wszystko na podłogę, coś się stłukło. Chłopak ekspedient coś tam mopem mazia i dzięki ci Panie! - bo to byłby klasizm na pełnej petardzie - ma czapkę i buty Diesla. On sprząta, a reszta tak! Stoi. Stoi i się śmieje, bo „smile through it”. Uff! Udało się, zupa pomidorowa Campbella na szczęście upaćkała podłogę, nie spodnie.

I zaczyna się żenada na pełnej. Grill i trawniczek jak z gazetki Lidla. Płonie kupa mięcha na ruszcie. Młodzież dieslowska - już wiadomo - stoi i się śmieje. Nagle wpada zza kadru dziewczyna z wiadrem wody, w kwiecistej sukience, jakby zupełnie z innej parafii, i gasi ten pożar. Dobra, może to sukienka Diesla. W każdym bądź razie jest to druga - i ostatnia - osoba, która robi w tej opowieści cokolwiek pozytywnego.

Dalej, kuchnia jak z katalogu Ikea. Modern clean. Z pralki wali wodospad, podłoga zalana. Nasi bohaterowie zaś, elegancko - stoją na stołeczkach, ponad tym wszystkim, żeby buty się nie zmoczyły. Oby psiakrew! mieszkali na parterze. 10 lat wcześniej Diesel wpakowuje dwoje nieznanych sobie młodych milenialsów do brudnej, obskurnej celi aresztu. Widać, że zamierzają wykorzystać ten moment odosobnienia, żeby lepiej się poznać. Dziś? Każe dwójce śmiejących się GenZ stać jak kołki, osobno, na plastikowych stołeczkach, czekając - nie wiem, na hydraulika, na anioła z trąbą - chyba na ratunek. Za jakie grzechy Wam to zrobili?

I niemalże finisz, ale w najgorszym stylu. Pomost, port jachtowy. Jachting motorowy ą-ę. Nagle jeden jacht pakuje się w pomost. Sternik nie ogarnął, zdarza się, na wodzie nie hamuje się łatwo, jestem patentowany żeglarzem, wiem, co mówię. A młodzież co robi? Matko z Córką, selfika z katastrofą w tle! Selfie sobie strzelają i smile! Paluszki w V, znaczy wiktoria! Patrzcie ludzie, ale ktoś ma dziś przejeb-ane i to nie jesteśmy my, haha!

Potem jeszcze jest dom. Dom, na który spada ścięte drzewo. Wiadomo, dach do remontu. Oni - już wiecie. Nie pytam, czy to ich dom. Statystyki mówią, że wśród kupujących domy w USA mamy 3-5% GenZ. Dwie trzecie z nich uważa, że nigdy nie będzie ich stać na dom.

To za jakie grzechy - pytam marketingowców Diesla - odbieracie im jeszcze mitologię? I nam, co gorsze. Co Wy nam proponujecie? Shut up and smile?